MiszMasz koreoholika

Właśnie jestem w trakcie oglądania Master’s Sun (dosłownie teraz lecę z 4 odcinkiem xd) i naszło mnie na pewne przemyślenia. Nie bójcie się, to nie ten pseudofilozoficzny bełkot na temat koreańskiego showbiznesu i przyszłości EXO 😀
Oglądam tak sobie wyżej wspomnianą dramę i doszłam do wniosku, że Koreańczycy, mówię to z przykrością, są beznadziejni w sprawach paranormalnych. Oczywiście jeśli chodzi o dramy, z filmami większej styczności nie miałam. Obejrzałam Bride of the Century, Blood, Operation Proposal, teraz jestem w trakcie Master’s Sun, i w każdej z tych dram kreacja postaci nadnaturalnych jest bardzo słaba. Dreszczyk emocji, nuta strachu która powinna się pojawić w trakcie oglądania, spotyka się na cienkiej linii z zażenowaniem i satyrą. A czasami to już tak szczerze mówiąc nie wiem, czy taki niezbyt poważny obraz postaci i zjawisk paranormalnych jest zabiegiem celowym, czy po prostu Koreańczycy nie nadają się do takich rzeczy. W końcu, co jak co, ale azjatyckie horrory słyną z dobrej sławy. Nawet bardzo dobrej. Sama pamiętam jak japońska „Klątwa” odarła mnie ze snu i możliwości normalnego myślenia i funkcjonowania przez kilka dni (czytaj: wszędzie wydawało mi się że coś słyszę i widzę, a jak nie daj Bóg zostawałam sama w gimnazjum w szatni kiedy trwały lekcję, to z hukiem zamykałam swoją szafkę i pędziłam biegiem na schodach, tru story). Najbardziej chyba rozczarowała mnie kreacja wampirów w Blood. W końcu miały być motywem przewodnim, główny bohater miał się czuć przez to jak potwór…. cóż. Moim zdaniem te zielone soczewki, obrzydliwie wielkie pazury jak z fanpejdżów o kijowych stylistkach paznokci, nie było udanym zabiegiem, Jedyne co tak bardzo nie boli to kosmita w You came from the stars. Bywały momenty WTF, ale to były naprawdę tylko MOMENTY.
A wczoraj przy winie i słuchaniu „Haru Haru”, doszłam do ostatecznego wniosku. Koreańczycy mają świetne pomysły, świetne fabuły, jednak marnie idzie im zrealizowanie jakiegokolwiek innego wątku niż miłosnego. Bo uczucia to oni potrafią oddawać idealnie, nawet w krótkim MV. Oczywiście nie uchodzić za samozwańczą alfę i omegę koreańskiej kinematografii. Wypowiadam się jedynie na temat dram, a raczej mojego doświadczenia z obejrzanymi tytułami.

Denerwuje mnie również to, że opis dramy, jej plakaty promujące i openingi, często nie pokrywają się z faktyczną zawartością. Dokładniej mówiąc opis dram bardzo często odbiega od faktycznej fabuły. Wyobrażam sobie nie wiadomo jak ambitne i nietuzinkowe podejście do tematu, a tu BANG, BANG, BANG – znowu ten sam schemat. Biedna, głupiutka główna bohaterka, w której po jakimś czasie zakochuje się bez pamięci pan i władca jakiegoś świetnego biznesu z trudną przeszłością który początkowo główną poniewierał. Plakaty to samo, oszukańczuszki jedne. Obiecują nie wiadomo jaki klimat…. a to znowu w 90% komedia romantyczna. Pisząc o openingach, miałam przede wszystkim na myśli opening do właśnie Master’s Sun i I remember you. Świetna kreska, muzyka, czcionka w napisach, coś intrygującego, innego i…. sami wiecie. Nie wiem czy to faktycznie z dramami jest nie do końca w porządku, czy ze mną. W każdym razie na 22 obejrzane tytuły, mam tylko 7 które rozwaliły mnie emocjonalnie i do których z wielką przyjemnością wrócę nie raz. Nie wspominając o próbach obejrzenia kilku dram i odstawieniu ich po 2-3 odcinkach, bo po prostu nie dało się tego zdzierżyć. I teraz tak sobie myślę, że chyba to co napisała Walerianka na skośnookim blogu, jest najprawdziwszą prawdą, że dramy robione są jak najmniejszym kosztem, często podczas nagrań wymyślając nowe sceny i zmiany w fabule i nagrywając odcinek tego samego dnia, którego musi nastąpić emisja. Innego wytłumaczenia nie widzę. Bo i kraj nie biedny, i ludzie zdolni i chętni do pracy (ciężkiej).

bl2 blood ms(a miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam….)

Apropos jeszcze Master’s Sun to ostre rycie bani przeżywam przy każdym odcinku, bo jest tyle znajomych twarzy z dram które już widziałam, że nie wiem czasami co ja właściwie oglądam. A! I pierwszy raz, najpierwsiejszy z pierwszych razów mam tak, że równie dobrze główna bohaterka mogłaby być z tym drugim ❤ Nie wiem czy to dlatego, że oglądałam tego drugiego w roli pierwszego w I remember you i mnie zachwycił (swoją twarzą) , czy po prostu jego postać w Master’s Sun jest na tyle przyjemna.

Ponarzekałam sobie na dramy, to teraz ponarzekam na koncerty.
Nie no, żartuje (tak wiem, uśmialiście się).

Nie mogę się już doczekać, bo właśnie jutro KONCERT INFINITEEEEEE!!!!111jedenjedenjeden Choć bardzo boli mnie cena biletów, to kocham koncerty ponad wszystko i wiem, że emocje jakich jutro doświadczę zrekompensują mi pustą kieszeń i ból w sercu z powodu biedy. Infinite to jeden z tych zespołów które wiedziałam, że MUSZĘ zobaczyć. Zaczęło się od przypadkowego usłyszenia „Back” u Sung Hee i tłuczeniu tego kawałka 24/7 przez najbliższy tydzień lub dwa ewentualnie siedem, poprzez oglądanie „Shut up! Flower boy band” z L w jednych z ról głównych gdzie swą idealną piękną twarzą skradł nam serca, a skończyło się na tłumaczeniu solowego dzieła Sungkyu i płaczu do „Daydream” oraz darcie gęby „ahfheurfhrehv SZIPOOOO!!!!” pod prysznicem. Infinite to zdecydowanie jeden z tych zespołów który zasługuje na większe zainteresowanie. Są naprawdę zdolni, mają chwytliwe, oryginalne kawałki, a ich tegoroczny comeback urywa dupę. Po tłuczeniu specjalnej playlisty jedynie z kawałkami Infinite, jestem ABSOLUTNIE zakochana w „Dilemma”, nie mogę przestać tego nucić nawet w głowie. Apropo Daydream to ból okropny że Syngkyu nie wykona tego utworu, ale będzie Kontrol ^.^, które dzięki temu, że tłumaczyłam i wstawiałam napisy, znam praktycznie na pamięć. Więc jeśli ktoś z Was będzie na koncercie i usłyszy głośne zdzieranie głosu przez płacz na tej piosence – to ja XD

Bardzo chciałam być na każdym kpopowym koncercie jaki będzie miał miejsce w Polsce, ale niestety nie jestem na tyle bogata aby było mnie na to wszystko stać i aby pozwolić sobie na zakup biletu na zespół, który w zasadzie średnio mnie interesuje. Żałuje, ale i tak jestem wdzięczna że mogłam na własne oczy zobaczyć NU’EST, Block B i Boyfriend. Podejrzewam że były to okazje, które więcej się nie powtórzą. A przynajmniej nie prędko. Ominęło nas więc Lunafly, Boys Republic, Led Apple i mój największy ból serca i dupy oraz żal nie do ogarnięcia…. VIXX ;______; </3. Więcej koreańskich zespołów na naszej Polskiej ziemi nie pamiętam (jeśli pamiętacie to dobijcie mnie, napiszcie mi na czym nie byłam).

Teraz jak tak to piszę to cholera, dumna jestem ze swego bzika i swojej pasji. W końcu policzyć kpoperów i ogólnie ludzi zafascynowanych Koreą w moim otoczeniu, mieście i dalej mogę policzyć w sekundę i na palcach jednej ręki. Obecnie pracuję nad pieprzonych licencjatem (właśnie ta notka jest małą przerwą relaksu i odmóżdżenia), ale myślę, że jak już odpocznę po obronie i trochę zarobię, to z wielką przyjemnością wybiorę się na Koreanistykę żeby zrobić magisterkę.

~Shin Rae

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s